wiarygodność…

Tak się czasem zastanawiam kim jestem? Chociaż nie – to źle postawione pytanie bo wiem kim jestem tylko… nie potrafię znaleźć swojego miejsca na tej zasranej ziemi. Hmmm… to też nie jest właściwe stwierdzenie, bo miejsce swoje znalazłem tylko… Czarodziejka. Brak stabilizacji rozwala wszystko. Plany – nie możemy ich mieć, bo żadne nie potrafią się utrzymać do czasu realizacji. Zaprzestać planów? Nie wszystko można robić na spontanie, owszem to czasem się sprawdza, ale nie w przypadku poważnych kroków. Nasza przyszłość znowu odwleczona, do czasu załatwienia sprawy kredytu, która już z początkiem marca ma mieć finał i jak tylko się uprawomocni do sądu będzie złożony pozew o rozwód. Ile to potrwa – nie wiem. Łudzę się nadzieją, że może do wakacji, choć to bardzo odważny szacunek znając nasz organ sądowniczy. Nawet z moimi „znajomościami” może to potrwać dłużej. Urlop i wakacje znów przyjdzie spędzić mi samemu? Nawet nie chcę o tym myśleć… ale myślę. Tym razem to ja mam pomału dość i coraz częściej pojawiają się myśli, by dać sobie spokój. Początek marca – miał być wspólny wyjazd do Lwowa na trzy dni, co też miało być prezentem urodzinowym dla Czarodziejki i oczywiście nie wypali, bo jest problem z paszportami. Po raz kolejny muszę się z czegoś wycofać. Boję się zobowiązywać do czegokolwiek, bo jest duże prawdopodobieństwo, że znowu będę się musiał z czegoś wycofać. Przestaje być wiarygodny dla samego siebie.

 

postanowienia

Postanowienia noworoczne na miesiąc styczeń są w czarnej dupie. Zaledwie kilka z całości udało się zaliczyć, w tym kilka tylko w części. Oczywiście wspierała mnie i aktywizowała grupka keszowych maniaków – chyba coś na wzór moich przyjaciół, choć to słowo trochę na wyrost, ale co tam. Oczywiście Czarodziejka tez ma swój udział, ale to ona jest głównym motorem i o ile jest dobrze to mnie to motywuje. Niestety jak jest gorzej to zaczynam mieć wszystko w dupie, bo po co się starać i dla kogo? Ehhh- obym tylko wytrwał i oby nie trwało to zbyt długo bo zwariuję.

IMG_20170131_211531Ot lista – bardziej czerwona, niż zielona.

pesymistyczny

Sobota wieczór… czy powinienem pisać notkę? Każdy średnio normalny i częściowo szczęśliwy człowiek raczej tego robił nie będzie… bo ma inne zajęcia. Spędza ten czas wśród znajomych, przyjaciół, rodziny, kogoś ukochanego – na pewno nie siedzi przed kompem i skrobie notkę, zalewając się przy okazji wiśniówką 32% z colą. Jakież to żenujące.

Moi znajomi… hmmm, czy ja mam znajomych, takich z którymi spędza się przynajmniej trochę czasu. Nie qurwa, nie mam, bo mam takie poryte zajęcie, a w zasadzie jego nadmiar, no i życie które wiodę właśnie dzięki niemu. Nie jest kolorowe i narzekam. Tak, narzekam z braku innych problemów – wiem takie problemy to sielanka w porównaniu do innych. Nie mam żadnej nieuleczalnej choroby, mam pracę, mieszkanie, nie głoduję, mam rodziców i kogoś kto mnie kocha, ale nie jest przy mnie. Czyż to nie sielanka? No i użalam się nad sobą.

Przyjaciele – nie ma kogoś takiego w moim życiu. Ktoś kogo kocham jest blisko, a zarazem daleko – czuję się samotnie. A teraz chyba się uchlam – co za kanał.,

Nadchodzi…

Biorąc pod uwagę ostatnie dni pod kątem intensywności spotkań, możliwości konwersacji – nic nie idzie dobrze. Zdecydowanie gorszy okres, który bardzo mi się nie podoba. Znamy już z autopsji takie sytuacje. Mam wrażenie, że znowu nadchodzi coś niedobrego. Czarodziejka twierdzi inaczej i wszystko podtrzymuje. Nie bardo chce mi się w to wierzyć. Obym się mylił.

Raport noworocznopostanowieniowy nr 1

Połowa stycznia, czyli czas by napisać, co nieco o noworocznych postanowieniach, a właściwie o ich realizacji. Jak pisałem wcześniej są postanowienia miesięczne, dwumiesięczne i wyszło, że nawet roczne. Zacznijmy od tych krótkoterminowych, bynajmniej nie zw względu datę ich ważności. Przy okazji postaram się wyjaśnić kwestię „skrzynek” , bo nie pamiętam czy kiedykolwiek o tym pisałem.

1. Skrzynki, keszowanie, cache – cóż to takiego? Ogólnoświatowa zabawa trwająca już przeszło 10 lat, a powstała a jakże w USA. Jeden taki amerykaniec wpadł na pomysł, zaraz po udostępnieniu sygnału GPS dla ludności cywilnej, że można się pobawić w terenie właśnie przy użyciu nawigacji. Idea jest taka, aby pokazać innym uczestnikom zabawy ciekawe miejsca, pod względem turystycznym, krajoznawczym, historycznym, lub jakimkolwiek innym. Określa się to mianem współczesnego poszukiwania skarbów. Zabawa niesamowicie wciąga, choć jakość pojemników czasem zniechęca, ale czego się nie robi dla statystyk ;). Oczywiście Polacy stworzyli alternatywny  serwis, ale oparty na tych samych zasadach i całkowicie za free. Więcej można znaleźć pod adresem www.opencaching.pl – polecam.  Skrzynek znalezionych mam na dzień dzisiejszy 63 – chciało by się rzec 200% normy. Jutro wpadnie jeszcze kilka. Czyli już dzisiaj ten punkt jest zaliczony.

2. Jazda na rowerze 50 km – hmmm… wyjaśniać chyba tego nie trzeba. Dzisiaj dopiero rozpocząłem nowy sezon i jest pierwsza dycha. Tylko, albo aż – po przerwie kilku miesięcy to aż. Mokre buty, nogawki spodni, ale warto było trochę się zmęczyć tym bardziej, że z Czarodziejką nie widzę się już drugi dzień i mnie nosi.

3. Chodzenie na nogach – minimum 20 km- kolejny powód do dumy – zaliczone. Spacery po skrzynki w dużej mierze pomogły wykonać tą część postanowienia. Spacer do pracy to kolejne 5 km będzie, więc wykonane z nawiązką.

4. No właśnie do pracy na nogach. Obecny miesiąc nie sprzyja temu postanowieniu – wychodzi tak, że albo muszę się przemieścić z pracy do pracy, albo po Czarodziejkę trzeba jechać i lipa. Powinno się to zmienić niebawem.

5. Basen p w ogóle się nie kroi – prawdę mówiąc zupełnie zapomniałem o tym postanowieniu. Trzeba uzupełnić karnet to może się zmobilizuje. Pech chce,  że właśnie zaczęły się ferie – będzie sporo ludzi. Kompletnie czas nie sprzyja eh…

6.Dzień bez telefonu – mocne postanowienie z którym pewnie będę czekał do ostatniej chwili i na pewno wszyscy zostaną o tym powiadomieni. Niestety telefon bardzo uzależnia. Trzeba zatem coś z tym zrobić.

7. Restauracja – pobyt na weekendzie zaowocował obiadem w restauracji. Niestety nie w towarzystwie Czarodziejki nad czym ubolewam, ale postanowienie zaliczone.

8. Kino/teatr – na to mam akurat dwa miesiące więc się nie martwię, na pewno się uda. Dziewczyny pewnie same będą ciągły więc wyjdzie samo z siebie. Na wyjście w składzie dwuosobowym nawet nie liczę.

9. Północ-południe czyli morze i góry – mam cały rok -czyli luz. Co do gór postanowienie jest mocne na koronę szczytów Polski.

Tyle jeżeli chodzi o „raport 1/24.

Pozostałe newsy: Z Czarodziejką byliśmy „razem!!!” u znajomych – dziwne i wspaniałe to uczucie zarazem – wyjść do ludzi jako MY. Mało tego mamy jechać razem na 3 dni do Lwowa w marcu. Mam nadzieję, że się z niczego nie wycofa już, choć niepewność nadal jest i to duża. Tym samym trzeba załatwić paszporty – co robić będziemy we wtorek. Apropos wizyty u policjantów – mamy nieodparte wrażenie, że w tą całą historię jest zamieszane więcej osób w tym policjanci. Ja wiem, że to brzmi jak teoria spiskowa, ale sam już się w tym gubię. Zobaczymy co będzie dalej. Muszę porozmawiać z moim kolegą na ten temat – policjantem ale z innego środowiska. A… jeszcze kwestia Pani M – była ze mną u niej Czarodziejka – mina Pani M na jej widok bezcenna. Czarodziejka wie jak z klasą wykosić konkurencję, którą i tak nie była.

Sprawy zawodowe – ruszył kontrakt i jutro pewnie się dowiem co dalej, mam nadzieję, że siądzie i nie będę musiał się już przemieszczać między dyżurami.

Pozytywne nastawienie – tego się trzymam.

Jak w kryminale

Zaczął się nowy rok i z mojego postanowienia z zeszłego roku już nic nie zostało. Miałem wielką nadzieję, że w końcu w czymś będę systematyczny i zapału starczyło na rok, chociaż przy moich zdolnościach to i tak masa czasu. Są nowe postanowienia o których już wcześniej pisałem i mam zamiar je realizować, chociaż już 12 i z częścią z nich nawet nie ruszyłem, ale inne zrobione na 200% założenia – tzn jedno. Nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca – zostało jeszcze trochę dni stycznia, a nie można zapomnieć, że przede mną cały rok.

Co wydarzyło się od początku roku? Sporo emocji wszelakich, choć głównie przeważają te negatywne… ale od początku. Sylwester nie był idealny bo mieliśmy zobaczyć się wtedy z Czarodziejką i oczywiście tak się nie stało. Ustawowy powiedział, że jak chce to może z nią jechać po mnie, ale sam jej nie puści. Nie chodziło bynajmniej o osobiste względy bezpieczeństwa, lecz bardziej o bezpieczeństwo samochodu. Czarodziejka bardzo rzadko jeździ  z uwagi na niedostępność samochodu, a i zbyt pewnie za kółkiem się nie czuje.Przyszło mi zatem Sylwestra po raz pierwszy od 6-ciu lat spędzić poza pracą, ale bez bliskiej mi osoby, ponadto na trzeźwo, ale jeżeli chodzi o to ostatnie to absolutnie nie żałuję. Towarzystwo ok, ale to nie to. Na imprezie byłem u Pani M, razem z innymi. Cóż Pani M, usilnie starała się  podczas imprezy, by ze mną tańczyć i kilka razy na taniec sobie pozwoliłem. Zebrałem się o 3 w nocy i wróciłem do domu. Tydzień później było święto Trzech Króli i z braku możliwości spędzenia ich z Czarodziejką, dogadałem się właśnie z Panią M i z jeszcze jednym kolegą że pojedziemy razem na skrzynki. Jak się okazało ja na dwa dni z uwagi na pacę, oni na cztery. Hmm… byłem przekonany, że Pani M moja osoba z głowy nie wywietrzała, a tym czasem… Ja wiem, że to mało skromne jest, ale uważałem i cały czas uważam, że jej się podobam i chciała by ze mną być, ale zagraniem pogrzebała swoje szanse. Zresztą i tak ich nie miała z uwagi na Czarodziejkę, o czym jej powiedziałem i znajomość w mojej ocenie pozostała na poziomie jedynie okazjonalnych spotkań. Niemniej jeżeli chciała wywołać we mnie zazdrość okazując bardzo dużą sympatię koledze z którym byliśmy na wyjeździe, rzekłbym nawet bardzo dużą – spali w łóżkach przysuniętych do siebie – to niestety nie tędy droga. Czasem zastanawiam się skąd takie pomysły rodzą się w głowie.

Czarodziejka. Ostatnio życie płynie nam pod hasłem ” thriler”. Jeszcze nie wspominałem, że był kiedyś w jej życiu pewien epizod, który niestety konsekwencję ma do dzisiaj. Poznała pewnego człowieka, a był to okres studiów, który nie przypadł jej do gustu. Człowiek ten niestety jest chory psychicznie i był w zakładzie zamkniętym, między innymi za nękanie. Oczywiście po jakiś czasie wyszedł i okresowo się uaktywniał, ale potem wyciszenie i spokój. Niestety ostatnie pół roku to znaczna intensyfikacja jego działań. Problem polega na tym, że jest w miarę dobrze ustosunkowany i ze sporymi znajomościami co utrudnia bardzo sprawę. Dostała kiedyś album ze swoimi zdjęciami zrobionymi przy okazji jej bytności np w markecie, w pracy, na spacerze, na których jestem i ja. Był czas, że codziennie dostawała jedną perłę. Był czas że przez miesiąc dostawała kurierem kwiatka. Niestety od tygodnia jest regularnie śledzona przez jakich dwóch kolesi i niestety policja działa na tyle nieudolnie, ze nie są w stanie ich złapać. Zrobiło się naprawdę niebezpiecznie. Dzisiaj w dodatku dostała informacje od policji że nie może opuszczać kraju, a na jej urodziny mieliśmy jechać do Lwowa, czyli początek marca.  Cóż zobaczymy. Mamy połowę stycznia, a deklarowała w styczniu wyprowadzenie się z domu od ustawowego. Boję się czy dojdzie to do skutku – okoliczności ostatnich dni nie pomagają w podjęciu decyzji. Chyba mam depresję.

Dzień 366 – system

Mało byc podsumowanie roku, ale nie dalo sie wczesniej zalogowac do serwisu i nie wyszlo. Na imprezie jestem bez Czarodziejki i wcale mi nie jest dobrze. Pani M dalej czuje miete i wystarczylby jeden gest. Moze napisze cos rano, a moze nie.

Dzień 364, 365 – koniec roku

Pobyt na wsi i obecność w pracy nie wpływają pozytywnie na pisanie czegokolwiek. Pisanie z pozycji telefonu rozwala mnie totalnie – co chwilę trzeba poprawiać literówki. Co zrobić jak rozkładanie całego majdanu nie ma sensu z uwagi na prace.
Dzisiaj ostatni dyzur w tym roku. Prywatnie znowu zmiana planow w sylwestra. Gory odwolane. Obstawa Czarodziejki odwołana i tym samym zmiana układu wieczoru. Oczywiście ciężej będzie się spotkać i czasu będzie znacznie mniej. Ehhh ostatni dzień roku i musi być pod góre jeszcze. Cały czas zastanawiam się nad imprezą u Pani M.

Dzień 361, 362, 363 – tak sobie

Wczoraj napisałem notke, ale mi usunęło i nie mialem siły pisać po raz kolejny. Dzisiaj dzien malo szczegolny, no może oprócz tego, że ustawowy znowu popsul plany, ale udało sie wyczarować trochę czasu w sylwestra. Apropos sylwestra właśnie, po raz pierwszy od chyba 6 lat mam wolne w ten dzień, mało tego mam gdzie iść tylko Czarodziejki brak. Wszystko prawie jest,oprócz chęci. Cały dzień ma byc w gorach – w Wiśle. Powrót do domu, a wieczorem spotkanie u Pani M. No wlasnie wszystko ladnie tylko impreza u nie wlasnie nie bardzo mi pasuje. Znowu sobie pomysli, ze cos do niej czuje, a wystarczy bym sie do niej odezwał i juz. Grybo sie zastanawiam.

Dzień 359, 360 – nosi mnie

Święta w trakcie, a mnie nosi i pewnie nie przestanie do wtorku.

Wigilia upłynęła w rodzinnej atmosferze, mocno okrojonej, bo tylko ja i rodzice. Generalnie do dupy, bo biorąc pod uwagę mój nastrój, równie dobrze bawiłbym się sam. Takie dni ie wpływają na mnie pozytywnie, nie w sytuacji kiedy Czarodziejki nie ma przy mnie. Owszem można by stwierdzić, że będąc w pracy też by mnie nie było – może i tak, ale na chłopski rozum, to przecież nie to samo. Ja tu ona tam, mało rozmów – depresja formlnie. Co z tego, że to niby ostatni raz, co z tego, że następne będą razem. Wczoraj jeszcze to jakoś zniosłem – może połechtał mnie fakt, że prezent ode mnie wywołał odrobinę oburzenia, ale to już przeszłość. Dzisiaj rozmawialiśmy jeszcze mniej a od południa to już całkiem cisza i nie wiem co się dzieje. Pewnie niepotrzebnie się denerwuje, ale najbardziej nie lubię braku informacji, nic mnie tak nie rozwala.

Już dzisiaj mogę podsumować święta – są raczej do dupy. Nie czuję atmosfery, bo jestem sfrustrowany moją sytuacją. Siedzenie z rodzicami pozytywnie nie nastraja. Córka z matką, ludzie rozsiani po rodzinach, a ja w pracy. Oczywiście sam wybrałem tą opcję, skoro pierwszy dzień świat na rano do pracy,a drugi na noc, to czemu sobie nie dowalić i całych świąt nie przerobić. Nie pierwsze, a i znając życie nie ostatnie, ale mam już tego serdecznie dość. Mam dość siedzenia w pracy, mam dość wracania do pustego mieszkania, mam dość czekania, wszystkiego mam dość, wszyscy mnie irytują. Mam Świąteczną depresję. Sytuację może uratować tylko wigilijna opowieść – mocno zamerykanizowana.