Czasem taki dzień…

Czasem jest taki dzień do dupy- właśnie dzisiaj np. Po 24 wracam do pustego domu i jedyne co mi się chce to spać, zresztą co tu więcej robic, jak perspektywa nocy przede mną. Gdyby tak śniadanie mieć z kim zjeść, albo chociaż kawy się napić. W zasadzie kawę to w pracy rano jeszcze wypilem, ale nie o to przecież chodzi. Chodzi o towarzystwo. Pusty dom strasznie przygnebia. Na początku jak się zachlysnalem wolnością, to było coś pięknego. Z czasem zwracanie do pustego domu przestaje być przyjemne, i co z tego ze nic mnie nie ogranicza. Wszystko dupa. Pogoda chyba dzisiaj mnie tak depresyjnie nastraja. Wstałem po 13 i cisza, wszędzie cisza- w domu, telefonie… Do szkoły trzeba się pouczyć a mnie się oczywiście nie chce. W sumie można by pytać po co ta szkoła? No właśnie sam się zastanawiam. Robi się ,Seszele coś dla siebie , ale też dla kogoś. Jak brakuje motywacji to nic nie idzie. W poniedziałek zaliczenie i nie wiem z jakim efektem będzie. Zły dzień.

Ciężki dzień

Dzisiaj poziom mojej frustracji jest naprawdę wysoki i mogło by się wydawać po co się tak męczyć …. uczucia. Cały dzień bez rozmowy, spotkanie jutro przepada – kurwa. Nie dość że strasznie mało mamy dla siebie czasu to los rzuca kolejne kłody pod nogi. Sam się zastanawiam czy nie walnąć tym wszystkim jak do końca roku nic się nie zmieni. Tak rok temu też tak mowilem…szkoda słów.

Wymowny dzień…

Social media – bardzo popularny codziennik bardzo wielu ludzi , mój też niestety. Jakoś tak człowiek się przyzwyczaja i zagląda kilka razy dziennie, a nóż coś ciekawego ktoś napisze, jakaś fotka, a nawet ogłoszenia i serwis informacyjny. Tak działa fb, ale o tym wie znaczna większość użytkowników smartfonów czy internetu. Ale nie o fb jako takim mową, a o tym co ludzie piszą. Pewnie niewiele osób wie że dziś dzień dziecka utraconego. Tak sobie myślę, ktoś wstawia info o takim dniu… po co? Pochwalić sie, że się wie o czymś takim, czy sygnaliziwac innym ze przeżyło się traumę straty dziecka? Cały czas kolacza mi się w głowie te pytania. Nie poznałem tak naprawdę osob, które tego doświadczyły, bo w sumie kto chciałby o tym mówić. Mieć świadomość , że wewnątrz matki znajduje się nowe życie i jest się wspolodpowiedzialnym za taki stan. Cieszyć się na mysl, że jest już coś, później ktoś kto jest tylko nasz – to my go stworzyliśmy- cud splodzenia i późniejszych narodzin. Milion myśli gdy się pojawia nową istota, z której istnienia ojciec jakby nie zdaje sobie sprawy aż do porodu. Matka to odbiera oczywiście inaczej , to w niej rodzi się życie i ona je czuje. Nigdy nie doswiadcze uczyć matki, chociaż nie wiem jak bardzo obrazowo miałbym to opowiedziane. Czuć tylko ruchy pod ręką, pod piliczkiem, ustami i… nic więcej. Jednak uczucia ojcowskiego też są silne chociaz jego wkład jest niewielki. Największą traumę porzezywa matka – chyba że to patologia jakiej wszędzie wiele. Czy zatem normalna i odpowiedzialna matka ma ochotę chwalić się swoim znajomym ze straciła największy dar ? Nie sądzę. Zapalilem dzisiaj dwa znicze za nasze kochane dziewczyny , których nie dane nam było nigdy przytulić. Zmieniły wiele , ale nie zdąrzyły zmienić wszystkiego. Wiele myśli…

Lvl 10

Frustracja lvl 10 – mam strasznie podły nastrój i niewiele da się z tym zrobić. Dzisiaj tak sobie pomyślałem – mam prawie 42 lata i co w życiu osiągnąłem – niewiele. Szału nie ma, dupy nie urywa. A nie wiadomo czy będzie lepiej. Fuck.

Milczenie jest złotem…podobno

Ehhhh ciagle żyję i raz jest lepiej, raz gorzej, ale czas leniwie płynie. Chociaż co do tego ostatniego nie mam pewności. Nic się chyba nie zmieniło, mija niemalże kolejny rok a ja dalej w tym samym miejscu. Chociaż nie, – trochę się zmienilot. Od października idę na studia o będę pielegniarę o ile uda mi się skończyć i nie dopadnie mnie deprecha z powodu mojego związki. W związku nic się nie zmieniło , no może poza tym, że próbujemy zamknąć sprawy stojące na przeszkodzie, ale oczywiście nie jest to łatwe i coraz to nowe kłody pod nogami. Praca bez zmian chociaż niewiele brakło a by mnie wywalili, ale uratowalem tyłek. Wakacje chociaż z odrobiną przygód to jednak samotnie niestety. Udało mi się dopiac część postanowień jak chociażby góry i morze, z resztą postanowień bywa różnie. Plecy dokuczają od jakiegoś czasu i z automatu zawiesilem taniec na kołku- do odwołania. Równocześnie przybiera mi niestety masy i ćwiczyć nie mogę. Tak rehabilitant jest w planach. Nawet pani A się zaangażowała i codziennie rano przysyla mi smsa z innego nr telefonu o tym bym wybrał się i coś zrobił z plecami – miło, tylko czy odniesie skutek – pewnie nie.
Tyle w temacie – dobranoc

wiarygodność…

Tak się czasem zastanawiam kim jestem? Chociaż nie – to źle postawione pytanie bo wiem kim jestem tylko… nie potrafię znaleźć swojego miejsca na tej zasranej ziemi. Hmmm… to też nie jest właściwe stwierdzenie, bo miejsce swoje znalazłem tylko… Czarodziejka. Brak stabilizacji rozwala wszystko. Plany – nie możemy ich mieć, bo żadne nie potrafią się utrzymać do czasu realizacji. Zaprzestać planów? Nie wszystko można robić na spontanie, owszem to czasem się sprawdza, ale nie w przypadku poważnych kroków. Nasza przyszłość znowu odwleczona, do czasu załatwienia sprawy kredytu, która już z początkiem marca ma mieć finał i jak tylko się uprawomocni do sądu będzie złożony pozew o rozwód. Ile to potrwa – nie wiem. Łudzę się nadzieją, że może do wakacji, choć to bardzo odważny szacunek znając nasz organ sądowniczy. Nawet z moimi „znajomościami” może to potrwać dłużej. Urlop i wakacje znów przyjdzie spędzić mi samemu? Nawet nie chcę o tym myśleć… ale myślę. Tym razem to ja mam pomału dość i coraz częściej pojawiają się myśli, by dać sobie spokój. Początek marca – miał być wspólny wyjazd do Lwowa na trzy dni, co też miało być prezentem urodzinowym dla Czarodziejki i oczywiście nie wypali, bo jest problem z paszportami. Po raz kolejny muszę się z czegoś wycofać. Boję się zobowiązywać do czegokolwiek, bo jest duże prawdopodobieństwo, że znowu będę się musiał z czegoś wycofać. Przestaje być wiarygodny dla samego siebie.

 

postanowienia

Postanowienia noworoczne na miesiąc styczeń są w czarnej dupie. Zaledwie kilka z całości udało się zaliczyć, w tym kilka tylko w części. Oczywiście wspierała mnie i aktywizowała grupka keszowych maniaków – chyba coś na wzór moich przyjaciół, choć to słowo trochę na wyrost, ale co tam. Oczywiście Czarodziejka tez ma swój udział, ale to ona jest głównym motorem i o ile jest dobrze to mnie to motywuje. Niestety jak jest gorzej to zaczynam mieć wszystko w dupie, bo po co się starać i dla kogo? Ehhh- obym tylko wytrwał i oby nie trwało to zbyt długo bo zwariuję.

IMG_20170131_211531Ot lista – bardziej czerwona, niż zielona.

pesymistyczny

Sobota wieczór… czy powinienem pisać notkę? Każdy średnio normalny i częściowo szczęśliwy człowiek raczej tego robił nie będzie… bo ma inne zajęcia. Spędza ten czas wśród znajomych, przyjaciół, rodziny, kogoś ukochanego – na pewno nie siedzi przed kompem i skrobie notkę, zalewając się przy okazji wiśniówką 32% z colą. Jakież to żenujące.

Moi znajomi… hmmm, czy ja mam znajomych, takich z którymi spędza się przynajmniej trochę czasu. Nie qurwa, nie mam, bo mam takie poryte zajęcie, a w zasadzie jego nadmiar, no i życie które wiodę właśnie dzięki niemu. Nie jest kolorowe i narzekam. Tak, narzekam z braku innych problemów – wiem takie problemy to sielanka w porównaniu do innych. Nie mam żadnej nieuleczalnej choroby, mam pracę, mieszkanie, nie głoduję, mam rodziców i kogoś kto mnie kocha, ale nie jest przy mnie. Czyż to nie sielanka? No i użalam się nad sobą.

Przyjaciele – nie ma kogoś takiego w moim życiu. Ktoś kogo kocham jest blisko, a zarazem daleko – czuję się samotnie. A teraz chyba się uchlam – co za kanał.,

Nadchodzi…

Biorąc pod uwagę ostatnie dni pod kątem intensywności spotkań, możliwości konwersacji – nic nie idzie dobrze. Zdecydowanie gorszy okres, który bardzo mi się nie podoba. Znamy już z autopsji takie sytuacje. Mam wrażenie, że znowu nadchodzi coś niedobrego. Czarodziejka twierdzi inaczej i wszystko podtrzymuje. Nie bardo chce mi się w to wierzyć. Obym się mylił.

Raport noworocznopostanowieniowy nr 1

Połowa stycznia, czyli czas by napisać, co nieco o noworocznych postanowieniach, a właściwie o ich realizacji. Jak pisałem wcześniej są postanowienia miesięczne, dwumiesięczne i wyszło, że nawet roczne. Zacznijmy od tych krótkoterminowych, bynajmniej nie zw względu datę ich ważności. Przy okazji postaram się wyjaśnić kwestię „skrzynek” , bo nie pamiętam czy kiedykolwiek o tym pisałem.

1. Skrzynki, keszowanie, cache – cóż to takiego? Ogólnoświatowa zabawa trwająca już przeszło 10 lat, a powstała a jakże w USA. Jeden taki amerykaniec wpadł na pomysł, zaraz po udostępnieniu sygnału GPS dla ludności cywilnej, że można się pobawić w terenie właśnie przy użyciu nawigacji. Idea jest taka, aby pokazać innym uczestnikom zabawy ciekawe miejsca, pod względem turystycznym, krajoznawczym, historycznym, lub jakimkolwiek innym. Określa się to mianem współczesnego poszukiwania skarbów. Zabawa niesamowicie wciąga, choć jakość pojemników czasem zniechęca, ale czego się nie robi dla statystyk ;). Oczywiście Polacy stworzyli alternatywny  serwis, ale oparty na tych samych zasadach i całkowicie za free. Więcej można znaleźć pod adresem www.opencaching.pl – polecam.  Skrzynek znalezionych mam na dzień dzisiejszy 63 – chciało by się rzec 200% normy. Jutro wpadnie jeszcze kilka. Czyli już dzisiaj ten punkt jest zaliczony.

2. Jazda na rowerze 50 km – hmmm… wyjaśniać chyba tego nie trzeba. Dzisiaj dopiero rozpocząłem nowy sezon i jest pierwsza dycha. Tylko, albo aż – po przerwie kilku miesięcy to aż. Mokre buty, nogawki spodni, ale warto było trochę się zmęczyć tym bardziej, że z Czarodziejką nie widzę się już drugi dzień i mnie nosi.

3. Chodzenie na nogach – minimum 20 km- kolejny powód do dumy – zaliczone. Spacery po skrzynki w dużej mierze pomogły wykonać tą część postanowienia. Spacer do pracy to kolejne 5 km będzie, więc wykonane z nawiązką.

4. No właśnie do pracy na nogach. Obecny miesiąc nie sprzyja temu postanowieniu – wychodzi tak, że albo muszę się przemieścić z pracy do pracy, albo po Czarodziejkę trzeba jechać i lipa. Powinno się to zmienić niebawem.

5. Basen p w ogóle się nie kroi – prawdę mówiąc zupełnie zapomniałem o tym postanowieniu. Trzeba uzupełnić karnet to może się zmobilizuje. Pech chce,  że właśnie zaczęły się ferie – będzie sporo ludzi. Kompletnie czas nie sprzyja eh…

6.Dzień bez telefonu – mocne postanowienie z którym pewnie będę czekał do ostatniej chwili i na pewno wszyscy zostaną o tym powiadomieni. Niestety telefon bardzo uzależnia. Trzeba zatem coś z tym zrobić.

7. Restauracja – pobyt na weekendzie zaowocował obiadem w restauracji. Niestety nie w towarzystwie Czarodziejki nad czym ubolewam, ale postanowienie zaliczone.

8. Kino/teatr – na to mam akurat dwa miesiące więc się nie martwię, na pewno się uda. Dziewczyny pewnie same będą ciągły więc wyjdzie samo z siebie. Na wyjście w składzie dwuosobowym nawet nie liczę.

9. Północ-południe czyli morze i góry – mam cały rok -czyli luz. Co do gór postanowienie jest mocne na koronę szczytów Polski.

Tyle jeżeli chodzi o „raport 1/24.

Pozostałe newsy: Z Czarodziejką byliśmy „razem!!!” u znajomych – dziwne i wspaniałe to uczucie zarazem – wyjść do ludzi jako MY. Mało tego mamy jechać razem na 3 dni do Lwowa w marcu. Mam nadzieję, że się z niczego nie wycofa już, choć niepewność nadal jest i to duża. Tym samym trzeba załatwić paszporty – co robić będziemy we wtorek. Apropos wizyty u policjantów – mamy nieodparte wrażenie, że w tą całą historię jest zamieszane więcej osób w tym policjanci. Ja wiem, że to brzmi jak teoria spiskowa, ale sam już się w tym gubię. Zobaczymy co będzie dalej. Muszę porozmawiać z moim kolegą na ten temat – policjantem ale z innego środowiska. A… jeszcze kwestia Pani M – była ze mną u niej Czarodziejka – mina Pani M na jej widok bezcenna. Czarodziejka wie jak z klasą wykosić konkurencję, którą i tak nie była.

Sprawy zawodowe – ruszył kontrakt i jutro pewnie się dowiem co dalej, mam nadzieję, że siądzie i nie będę musiał się już przemieszczać między dyżurami.

Pozytywne nastawienie – tego się trzymam.